ECE HOMO – Requiem aeternam dona eis Domine et lux perpetua luceat eis… 012 – Kamień na macewie…
Kamień na macewie… /*
Gdy w pustych miejscach
Potrzebę obecności odczuwam
Rysuje twarze na kamieniach.
Wystawiam do słońca
Tych,
Co grobu własnego nie mają.
Tych,
Których ciało dym krematorium
Wokół ziemi rozrzucił.
…
Oto mój,
Kamień…
…
Kamień na macewie…




*/ Wiersz został zainspirowany wpisem ““Niech dusza jego…” na blogu Bobe Majse.
**/Na kamieniach rysuje od 1987 roku. Pierwsza praca zatytułowana “Absolutna cisza na Placu Niebiańskiego Spokoju” – /kopiec zrobiony z małych kamieni/ została skradziona /zabrana bez mojej wiedzy/ z wystawy w BWA w Poznaniu przez Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Po fakcie kradzieży, zaproponowano mi co prawda jakieś symboliczne pieniądze, lecz gdy odmówiłem /podwajając stawkę/, dostałem rachunek “za magazynowanie pracy”
. Od tamtego czasu powstało wiele rysunków, znaczna część nie zdokumentowana.
“












Zmuszasz mnie do myslenia. A to nie jest czynność, która się u mnie odbywa bez bólu.
Wiersz piękny – o ile Cie tak banalne stwierdzenie nie obraża – ale twarze na kamieniu wzbudzają lęk. Oskarżają i czuję sie winna, chociaż OBIEKTYWNIE winna nie jestem.
Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję za inspirujący komentarz. Oczywiście nie piękno jest mym celem; ono zresztą przy braku obowiązującego wzorca estetycznego, staje się odczuciem indywidualnym.
Ta refleksja oraz to co piszesz dalej, w połączeniu, skłania mnie do zastanowienia nad tym, czy nie mamy tu do czynienia z ujawnieniem szczególnego archetypu – poczucia niczym nie uzasadnionej winy. Bo przecież to, jak widzimy owe twarze, jak się wydaje, to nic innego jak rodzaj projekcji, bo to nie rysunek, lecz to co w naszej głowie wzbudza naszą WINĘ.
Cóż więc TAM siedzi? Jak TO się tam znalazło?
Zapewne warto się nad tym zastanowić.
Serdecznie pozdrawiam
w.